Menu

Back to Marrakech

Po raz drugi miałem okazję odwiedzić “czerwone miasto” – Marrakesz (poprzedni wpis). To czwarte pod względem wielkości miasto Maroka jest położone u podnóża Atlasu Wysokiego, uchodzi za stolicę południowej części kraju. Zachwyca islamską architekturą oraz życiem tętniącym tu całą dobę.

Wycieczkę za murami medyny zaczynamy od wizyty pod Meczetem Kutubijja z XII w. Wyłącznie muzułmanie mają prawo wstępu do meczetów. Wyjątek stanowi położony w Casablance Meczet Hassana II, który miałem okazję podziwiać podczas poprzedniej wizyty w Maroku.

W całej medynie nie znajdziemy budynku wyższego niż dwukondygnacyjny ponieważ Kutubijja miała być widoczna z każdego miejsca w czerwonym mieście. Meczet w trakcie budowy został rozebrany i przebudowany ze względu na fakt, iż w pierwsza jego wersja nie była skierowana prawidłowo w stronę Mekki.

Następnie przeciskamy się ciasnymi uliczkami starej medyny, po drodze obserwuję mieszkających tu kupców i  rzemieślników.

Medresa Alego ibn Jusufa – szkoła koraniczna

Docieramy do największej w Maghrebie szkoły koranicznej, powstałej w XVI w. Została ona wzniesiona przez Saadytów. Siedem dziedzińców szkoły otaczają małe, bardzo surowo urządzone pokoje studentów. Zwiedzając pierwsze piętro budynku, mamy okazję zobaczyć w jak ciężkich warunkach przebywali uczniowie chcący zagłębiać tajniki Koranu. Oprócz małych okienek były pozbawione wszelkich wygód.  W czasie świetności szkoły, liczba uczących się tutaj dochodziła do tysiąca. Obecnie szkoła pełni rolę muzeum zachwycając koronkowymi wzorami i kunsztem architektonicznym.

Zdobienia to typowy dla Maroka stiuk – sztukateria rzeźbiona w mokrym gipsie oraz mozaiki ułożone na ścianach i podłogach.

Pałac Bahia

Następnie odwiedzamy pałac Bahia (w wolnym tłumaczeniu bahia znaczy blask). Pałac faktycznie olśniewa. Posiada 160 komnat ozdobionych cedrowymi sufitami, marmurem oraz sztukaterią. Otacza go 8 hektarów ogrodów. Jest to obiekt stosunkowo nowy bo wybudowany w XIX w. Był rezydencją wielkiego wezyra i regenta Maroka oraz jego żon. Po jego śmierci wszelki znajdujący się w nim dobytek został rozkradziony przez niewolników natomiast rodzina wezyra została skazana na wygnanie. Z pięknego wyposażenia nic już dzisiaj nie zostało. Pomimo tego w pustych komnatach dalej czuć potęgę dawnej chwały. Obecnie można podziwiać liczne komnaty wychodzące na dziedzińce, arkady, fontanny, odrestaurowane zdobienia oraz piękne sufity ze świetlikami, które malują pomieszczenia przepuszczanym światłem. Każde ze sklepień zdobione jest inaczej. Podobno w komnacie z najpiękniejszym sufitem mieszkała faworyta wezyra.

Przeciskając się ciasnymi uliczkami medyny zmierzamy do kolejnego celu.

Jamaa El Fna

W końcu docieramy do gwarnego centrum tj. Jamma El Fna zwanego placem cudów. Plac zaczyna drugie życie dopiero po zmroku ponieważ za dnia temperatura jest ciężka do zniesienia. Gdy byłem pierwszy raz w Marrakeszu było tu 40 st. C w cieniu (we wrześniu).

Wieczór na placu Jamaa el-Fna kończymy popijając jedyną w swoim rodzaju marokańską herbatę z aromatyczną mieszanką przypraw. Wracając do hotelu wtapiamy się w tłum naganiaczy, kobiet malujących henną, handlarzy, zaklinaczy węży, akrobatów oraz bajarzy, pochłaniając po raz ostatni magię tego miejsca.

0 comments

Here is no comments for now.

Leave a reply